Praktyka

Co zrobić, gdy pracownicy urzędu nie chcą korzystać z AI?

Opór pracowników to najczęstsza bariera przy wdrożeniu AI w urzędzie. Jak zacząć bez wywoływania paniki i jak szkolić urzędników, którzy nigdy nie używali AI?

⏱ 6 min czytania · 📅 02.08.2026 · 👁 2 wyświetleń

Opór pracowników to najczęstszy problem, który słyszymy od kierowników próbujących wdrożyć AI w urzędzie. Rzadko chodzi o złą wolę. Chodzi o lęk: czy stracę pracę, czy się ośmieszę pytaniem, czy odpiszę coś błędnego na podstawie tekstu, który wygenerował komputer. Sposób, który naprawdę działa: zacznij od jednej chętnej osoby, zrób z niej wewnętrznego ambasadora i dopiero wtedy pokazuj efekty reszcie. Odgórny nakaz "od teraz wszyscy używają AI" prawie nigdy nie przynosi efektów.

Skąd bierze się ten opór, zanim zdążysz cokolwiek pokazać?

Urzędnicy słyszą "AI" i myślą o dwóch rzeczach naraz. Po pierwsze: medialne doniesienia o tym, że roboty przejmują miejsca pracy. Po drugie: własne wspomnienia o ostatnim "systemie, który miał ułatwiać pracę", a przez trzy miesiące działał połowicznie i ktoś i tak poprawiał ręcznie. Oba skojarzenia są z ich perspektywy całkowicie racjonalne.

Obawy, które słyszymy wprost:

  • "Jak AI napisze odpowiedź i ona trafi do mieszkańca, a okaże się błędna, to kto ponosi odpowiedzialność? Ja czy system?"
  • "Nie umiem obsługiwać tych narzędzi. Uczenie się czegoś nowego zajmuje mi dużo czasu."
  • "Słyszałam, że ChatGPT wymyśla fakty. Jak mam mu ufać przy decyzji administracyjnej?"
  • "U nas wszystko musi być z pieczątką i podpisem. AI tego nie zrobi."

Każda z tych obaw jest zasadna. I każda wymaga innej odpowiedzi, nie jednego ogólnego szkolenia "z AI".

Pilot z chętnymi: jak to naprawdę zorganizować?

Nie ogłaszaj wdrożenia całemu wydziałowi naraz. Znajdź jedną lub dwie osoby, które są choć trochę ciekawe tematu. Może ktoś w domu używa smartfona do wszystkiego, może ktoś sam zaczął pytać chatbota o przepisy. Zaproś ich do pilota. Daj im konkretne zadanie: "przetestuj, czy AI przyspiesza ci przygotowanie projektu odpowiedzi na takie pismo". Nie ma presji. Mają prawo powiedzieć, że nie działa.

Po dwóch tygodniach porozmawiaj z nimi. Co poszło, a co było frustrujące. Ta rozmowa jest ważniejsza niż samo narzędzie, bo zbierasz informacje, które pozwalają dostosować wdrożenie do realiów pracy w Twoim konkretnym wydziale.

U jednego z naszych klientów sekretarz gminy przetestował AI do przygotowywania protokołów z posiedzeń rady. Przez pierwsze tygodnie sprawdzał każde zdanie dwa razy. Po miesiącu zaczął tylko przeglądać całość i poprawiać nazwy własne. Potem sam zaczął mówić o tym na zebraniach rady. Żadna kampania wewnętrzna nie zadziałałaby lepiej niż taki żywy przykład.

Kilka zasad, które sprawdzają się przy takim pilocie:

  • Nie ogłaszaj AI jako dużej zmiany. Powiedz, że testujesz jedno narzędzie przy jednym typie zadania. Mała skala, mała presja.
  • Pytaj przed wdrożeniem, nie po. "Co zajmuje Wam najwięcej czasu?" to lepszy start niż "będziemy używać AI do X".
  • Nie ukrywaj błędów pilota. Jeśli narzędzie zawiodło, powiedz o tym otwarcie. Buduje to zaufanie, że nie jesteś sprzedawcą systemu, tylko szukasz czegoś, co naprawdę odciąży.

Jak szkolić urzędników, którzy nigdy nie używali AI?

Zapomnij o prezentacji z 40 slajdami "czym jest sztuczna inteligencja". Ludzie, którzy mają konkretną robotę do zrobienia, potrzebują odpowiedzi na jedno pytanie: jak to mi pomoże dziś, przy tym zadaniu, które mam teraz na biurku.

Szkolenie, które działa w urzędzie, wygląda tak:

  • Bierzesz prawdziwe pismo, które właśnie wpłynęło, albo jego zanonimizowaną kopię.
  • Pokazujesz, jak je wkleić do narzędzia i co wpisać w polu z poleceniem.
  • Czytacie razem wynik i omawiasz, co trzeba poprawić.
  • Uczestnik sam powtarza to samo na kolejnym piśmie.
  • Na koniec ustalasz, kiedy i do czego można tej metody używać, a kiedy nie.

Całość trwa godzinę, góra półtorej. Nie potrzebujesz działu IT ani zewnętrznej firmy szkoleniowej. Potrzebujesz kogoś, kto sam to już raz przeszedł i może siedzieć obok i odpowiadać na pytania.

Ważne: pierwsze szkolenie rób zawsze na przykładach bez danych osobowych. Pracownicy muszą wyrobić nawyk, że do narzędzi zewnętrznych trafiają anonimowe treści, nie prawdziwe imiona i numery PESEL. Zamiast "Jan Kowalski, PESEL 123..." wpisujemy "wnioskodawca, ur. 1980". To dobry moment na przypomnienie zasad zgodnych z RODO, ale przez konkretny przykład, nie przez straszenie.

Co powiedzieć, gdy ktoś mówi "AI się myli i nie zamierzam na tym polegać"?

Odpowiedź jest prosta: masz rację, AI się myli. I właśnie dlatego masz czytać to, co generuje, zanim podpiszesz. Nikt nie mówi, żebyś wysyłał pismo bez sprawdzenia. Mówi się tylko tyle: zamiast pisać od zera przez 40 minut, dostajesz szkic w 2 minuty i sprawdzasz przez 10. Czas pracy się skraca, odpowiedzialność zostaje przy Tobie.

To jest fundamentalne rozróżnienie w pracy z AI w urzędzie. Nie jest to wyrocznia. Jest to szybki szkicownik, który wymaga Twojej weryfikacji. Kiedy pracownicy to przyjmą, opór zwykle znacznie maleje.

Możesz też pokazać konkretne typy błędów, które AI robi w waszym kontekście. Myli nazwy aktów prawnych, generuje przepis, który nie istnieje, nie zna lokalnych uchwał rady gminy. Kiedy referent wie, czego pilnować, czuje się kompetentny, a nie zastąpiony. To inna rozmowa niż "ufaj systemowi".

Kiedy AI faktycznie zmienia zakres obowiązków, a kiedy tylko odciąża?

To pytanie pada rzadko wprost, ale jest w tle wielu rozmów. Urzędnik myśli: jak AI będzie robić moją robotę, to po co im ja?

Szczera odpowiedź: w większości polskich urzędów AI odciąża rutynowe zadania, nie zastępuje stanowisk. Referent nadal jest potrzebny, bo:

  • Decyzja administracyjna wymaga podpisu osoby upoważnionej, nie systemu.
  • Kontakt z mieszkańcem w trudnych sprawach wymaga oceny sytuacji, której komputer nie zrobi.
  • Nadzór nad tym, co AI generuje, wymaga merytorycznej wiedzy o prawie i lokalnych procedurach.
  • Sprawy z brakującymi dokumentami wymagają wywiadu z wnioskodawcą i dodzwonienia się.

Zmienia się za to proporcja czasu. Mniej przepisywania i formatowania, więcej pracy merytorycznej i kontaktu z mieszkańcami. Przy dobrym wdrożeniu to zmiana na korzyść pracownika, choć wymaga czasu, żeby to dostrzec.

Są jednak przypadki, gdy wdrożenie AI naprawdę zmienia strukturę pracy w zespole. Chatbot obsługujący proste pytania o godziny przyjęć lub procedury może przejąć część zadań biura podawczego. Wtedy warto z wyprzedzeniem rozmawiać z pracownikami o tym, jakie zadania pojawią się w ich zakresie obowiązków zamiast dotychczasowych. Typowo wygląda to tak: uwalniamy czas na obsługę spraw trudniejszych, które wcześniej czekały w kolejce.

Od czego zaczynamy w urzędAI?

Zanim cokolwiek wdrożymy, rozmawiamy z kierownikiem i z kilkoma pracownikami osobno. Pytamy, co ich boli, czego się obawiają i co uważają za bezsensowną powtarzalną robotę. Dopiero na tej podstawie dobieramy miejsce, w którym AI może zacząć i ma realną szansę pokazać efekt bez wywoływania niepotrzebnego napięcia w zespole.

Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie w Twoim urzędzie można bezpiecznie zacząć, umów się na bezpłatny audyt. Możesz też przejrzeć realne wdrożenia, żeby zobaczyć, jak ta ścieżka wyglądała w innych instytucjach publicznych, łącznie z tym, jak reagowały zespoły na początku.

Najczęstsze pytania

Czy AI zastąpi pracowników urzędu?

W polskich urzędach AI przejmuje rutynowe zadania, takie jak pisanie projektów odpowiedzi czy klasyfikacja pism, ale decyzja administracyjna nadal wymaga podpisu i odpowiedzialności konkretnej osoby. Stanowiska nie znikają, zmienia się proporcja czasu między przepisywaniem a pracą merytoryczną.

Czy kierownik może wymagać od pracowników używania AI?

Można tego oczekiwać, jeśli urząd ma regulamin korzystania z AI i pracownik przeszedł szkolenie. Bez tych dwóch rzeczy wymaganie konkretnych narzędzi jest trudne do wyegzekwowania i nie przyniesie dobrych efektów, bo opór wzrośnie, a jakość pracy spadnie.

Jak szkolić urzędników w starszym wieku, którzy boją się technologii?

Najlepiej jedna osoba, jedno prawdziwe zadanie, jedna godzina. Nie prezentacja o tym, czym jest AI, tylko: wklejamy pismo, wpisujemy co chcemy dostać, czytamy wynik razem. Kiedy ktoś zobaczy efekt na własnej sprawie, bariera psychiczna spada szybciej niż po jakimkolwiek wykładzie.

Co zrobić, jeśli AI wygeneruje błędną odpowiedź i wyśle ją do mieszkańca?

Odpowiedzialność zawsze leży po stronie osoby, która podpisała pismo, nie po stronie systemu. Dlatego AI traktujemy jako szkic do weryfikacji, nie jako gotowy dokument. Pismo idzie do mieszkańca dopiero po tym, jak referent je przeczytał i zaakceptował.

Jak długo trwa, zanim zespół rzeczywiście zacznie korzystać z AI?

Zależy od tego, czy zaczniemy od chętnych wolontariuszy, czy narzucimy narzędzie wszystkim naraz. Przy pilocie z jedną lub dwiema osobami pierwsze realne efekty widać po dwóch do czterech tygodni, a spontaniczne rozprzestrzenianie się nawyku na resztę zespołu często zaczyna się samo po miesiącu do dwóch.

Opracowanie: zespół redAi z wykorzystaniem narzędzi AI.

Chcesz sprawdzić, jak AI rozwiąże to u Ciebie?

Bezpłatny audyt potrzeb i pokaz działającego wdrożenia. Bez zobowiązań.

Umów bezpłatny audyt

Może Cię też zainteresować